O miejscu Zaprojektowanym do Odpoczywania

i innych aktualnych rzeczach rozmawiam z MagdąBinder, założycielką wioski wakacyjnej w Starych Sadach nieopodal Mikołajek

Niespodziewanie nadeszły trudniejsze czasy… Czegoś takiego nie było nigdy – świat gwałtownie hamuje, gospodarka pod wielkim znakiem zapytania, mówi się o przeorganizowaniu życia. Jak wygląda wiosna
w Starych Sadach podczas pandemii? Jak wyglądają Mazury, jakie są nastroje?
W Starych Sadach jest spokojnie, życie toczy się swoim, niespiesznym rytmem. Trwają naprawy, remonty, sprzątanie w ogrodach. Szykujemy plażę, chcemy by wszystko było dobrze zorganizowane dla gości, których się spodziewamy latem. Nie wiem, jak jest w innych miejscach, trochę się izoluję, również od nadmiaru informacji. Wieści z Mikołajek mam od swojej drużyny. Mówią mi, że ulice są puste, ludzie przycupnęli w domach i czekają,
co będzie. Rodzice denerwują się domowym nauczaniem dzieci, na które nikt nie był przygotowany, a kompletnie przestarzały system edukacji w ogóle się do tego nie nadaje. Słyszę, że coraz więcej ludzi traci pracę. To region turystyczny, tu wszystko kręci się wokół turystów. Hotele, pensjonaty, pokoje gościnne, restauracje i cała infrastruktura, która je obsługuje, sklepy, serwisy żeglarskie i motorowodne – wszystko to stoi puste a największe koszty, to utrzymanie pracowników. Strach o zatrudnienie to strach o możliwość zdobycia pieniędzy na jedzenie, które podrożało. Ludzie realnie boją się głodu. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do dostępności wszelkich dóbr,
a tu taka sytuacja…

Cały czas mam w pamięci zdanie Olgi Tokarczuk z wystąpienia noblowskiego w Sztokholmie:
„Coś jest z tym światem nie tak”. Było to powiedziane w październiku. W grudniu wybuchła światowa epidemia… Natura jakby się trochę wkurzyła. Zgadza się Pani?
Myślę, że to nie natura, to robią ludzie. Chyba, że spojrzymy na to tak: w naturze ludzi leży chciwość…

To „nie tak” wydaje mi się pasować też do pomysłu planowanej trasy tranzytowej Ełk – Mrągowo przechodzącej przez Mikołajki i okolice. Te okolice to rezerwaty przyrody, bagna, jeziora. Co Pani o tym sądzi?
Może ci, którzy to wymyślili, dawno porządnie nie odpoczęli 🙂
Często jeżdżę na wzgórze w Notyście, gdzie zaplanowano budowę wielkiego mostu z pylonem jak Pałac Kultury. To dla mnie najpiękniejsze miejsce na Mazurach. Uwielbiam patrzeć z góry na połyskujące plamy jezior, na wysepki, na lasy, które zdają się nie mieć końca. Widoki natury nieskażonej działalnością człowieka są kojące i mają pozytywny wpływ na nasze zdrowie i równowagę psychiczną, udowodniono to naukowo. To widoki potrzebne wszystkim, bez wielkich mostów, ciężarówek, hałasu i smrodu spalin. Drogi też są potrzebne, ale czy właśnie tam? Wybrano jeden z wariantów, ponoć najdroższy. Znowu ta chciwość? Ktoś chce zrujnować tą piękna przestrzeń
na zawsze. W jakim celu?

Zaczęłam może od mało przyjemnych pytań, proszę wybaczyć, ale są bardzo aktualne. Chcę teraz zapytać
o tematy spokojniejsze – o Pani Wioskę na początek. Bo stworzyła Pani właściwie letnią wioskę – kilka domów nie na zamkniętej działce, ale przy normalnych, ogólnodostępnych drogach. Wolnostojące domy do wynajęcia (które Pani sama zbudowała). To dość nietypowe i bardzo otwarte w odbiorze…
Tak, sześć domów, to już spora wioska 🙂 Właśnie tak chciałam, żeby to wyglądało. To nie mógł być duży pensjonat (a dla ponad 80 gości musiałby być), nie chciałam zaburzać wyglądu i nastroju sielskiej wsi. Zaprojektowałam Sady dla tych, którzy chcą odpocząć od tłumu, pośpiechu, trochę się wyłączyć. Dlatego można tu wynająć dom w całości, z własnym ogrodem albo apartament w domu z bala, który wygląda, jak stuletnia chata
i zaszyć się w zielonym ogrodzie. Nic tak nie koi nerwów i nie uspokaja, jak patrzenie na zieloną przyrodę.
Ale jeśli ktoś zapragnąłby bliskości innych, jest wiele miejsc do wspólnego przebywania – bistro, gdzie są gry planszowe, pyszna kawa i domowe ciasto, sale klubowe i bilardowe. W tym sezonie uruchamiamy też sporą bibliotekę. No i plaża, moje najmłodsze dziecko.

Ma Pani jakiś szczególny plan na lato w związku z obecną sytuacją?
Nie mam szczególnego planu. Jak zwykle, z moim znakomitym zespołem jesteśmy gotowi w każdej chwili
przyjąć gości i otoczyć ich troską i opieką.

Na swojej stronie pisze Pani tajemniczo: „Piasek, szum wody, trawa pod kocyk, leżaki i coś do pływania.
Ale to jeszcze nie koniec…” Zdradzi Pani tutaj?
Nie zdradzę, za wcześnie jeszcze.
Marzę o tym, żeby moi goście czuli się w pełni zaspokojeni w swojej potrzebie odpoczynku, żeby nie musieli
i nie chcieli się stąd nigdzie ruszać. Na razie wszystko dzieje się na papierze i mam pomysł, żeby „to” nie zagraciło przestrzeni, która dla mnie jest największym skarbem.

Po raz pierwszy zetknęła się Pani z Solemaranem na wystawie Dobry Wzór Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Teraz kolejny, większy model – Coco – będzie Pani miała u siebie. Dla nas
to wspaniałe, że Solemarany doceniają projektanci i żeglarze, jak Pani.
A co Panią zainteresowało w Solemaranie?
Jako żeglarza – nic 🙂 Gdzie ten łopot żagli, gdzie wiatr we włosach…? Na wystawie, wiele lat temu zobaczyłam coś niebywałego na tamte czasy – spójną i elegancką w swojej prostocie konstrukcję, piękne detale, staranne wykończenie. Zachwycił mnie pomysł, tak prosty, że aż genialny. Pobujać się leniwie na wodzie w promieniach słońca, albo i bez – kto z nas o tym nie marzy?
Przez lata zapomniałam o tym projekcie, bo jednak żeglarstwo…
Lecz, kiedy zapadła decyzja o plaży, dawne emocje odżyły. Nie wahałam się ani chwili, od razu wiedziałam,
że Solemaran będzie u nas gwiazdą.

Gdzie by się Pani wybrała na solemaranową letnią wycieczkę?
To byłaby wycieczka bez celu. Słuchanie pluskającej wody, przyswajanie witaminy D ze Słonka, kontemplacja własnego bezruchu wobec ruchu fal i powietrza. Oczywiście z koszykiem pełnym smakołyków i dobrym letnim winem. Może w pobliskie trzciny ?

Jest Pani z Warszawy – jak się Pani mieszka na Mazurach? Skąd decyzja o przeprowadzce?
Taka decyzja zapadła dopiero zeszłej jesieni. Spakowałam swoje warszawskie mieszkanie i mam teraz
w Sadach wszystkie swoje rzeczy. Nie wiedziałam, że jest ich tak dużo! Kiedyś byłam miejskim zwierzęciem,
nie wyobrażałam sobie życia bez miasta, ale kiedy stopniowo zaczęłam z niego wychodzić zauważyłam, że już
nie chce mi się biec, drażni mnie hałas a powietrze po prostu śmierdzi. Tu jest inaczej, sprawy nie są takie pilne. Czas płynie zauważalnie, a jednocześnie drzewo, jezioro, ziemia trwa. To jest kojące. Chciałabym, żeby moi goście też to widzieli i korzystali z tego ukojenia. Jestem przekonana, że to właśnie, ten bliski kontakt z przyrodą,
jest potrzebny człowiekowi do życia. Choćby trwał tylko weekend.

Zmiany… u Pani powstaje prywatna plaża, obok w Mikołajkach nowoczesne nabrzeże. Szczerze mówiąc,
nie mogę się doczekać lata, żeby to wszystko zobaczyć w pełnej okazałości. Coś jeszcze z nowości? Jakie będzie lato 2020?
Też jestem ciekawa nowego nabrzeża w Mikołajkach. Na plażę serdecznie zapraszam. Będą wygodne leżanki, parasole, lampiony. Chciałabym, żeby było bajkowo, na ile wiatr pozwoli. Myślę też o kocykach i koszykach piknikowych. Taki piknik nad wodą to fajna sprawa, nie mówiąc już o możliwości zrobienia pikniku na Solemaranie.

Tak, nadchodzące lato to przede wszystkim dobre jedzenie. Mamy nowego kucharza i myślę, że od teraz
do naszego Bistro będą ciągnęły wycieczki z całej okolicy.

Czy chciałaby Pani zadać nam jakieś pytanie?
Mam nadzieję, że będziecie się dalej rozwijać, ponieważ już myślę o powiększeniu floty. Może macie w zanadrzu jakieś nowe projekty?

JK: Oczywiście, cały czas coś się dzieje. Nowe rzeczy są w planach, pewnie niedługo pojawią się oficjalnie.
A Flota Solemaranowa… brzmi ładnie 🙂

Bardzo dziękuję i cieszę się, że wróciła Pani pamięcią do jednostki, którą widziała Pani na wystawie 6 lat temu…
Powodzenia z nowym Bistro (już się cieszę) i do zobaczenia!

Magdalena Binder – architektka wnętrz, w Starych Sadach stworzyła prawdziwą wioskę wakacyjną nad jeziorem Tałty. Domy i apartamenty na wynajem, z ogrodami, z własną plażą i restauracją. Perełka niedaleko Mikołajek.

Rozmawiała Joanna Krawczyk

Leasing